Seria niebezpiecznych zdarzeń w polskich szkołach wywołała nie tylko obawy o bezpieczeństwo uczniów, ale również falę niepotwierdzonych informacji o kolejnych zagrożeniach. W mediach społecznościowych i komunikatorach zaczęły krążyć ostrzeżenia o rzekomo planowanych napaściach oraz internetowych wyzwaniach zachęcających do przemocy. Jak odróżnić wiarygodne ostrzeżenie od fake newsa? Dlaczego fałszywe informacje rozprzestrzeniają się szybciej niż oficjalne komunikaty i jak reagować na internetowe groźby? O wyzwaniach związanych z cyberbezpieczeństwem i dezinformacją rozmawiamy z Markiem Nadstawnym, prezesem Kompanii Informatycznej.
Ostatnie wydarzenia w polskich szkołach pokazały, że rzeczywistym zagrożeniom mogą towarzyszyć plotki i niepotwierdzone ostrzeżenia. Dlaczego w sytuacjach kryzysowych internet tak łatwo staje się źródłem paniki?
Marek Nadstawny, prezes Kompanii Informatycznej: W sytuacjach kryzysowych internet może pełnić zarówno funkcję ostrzegawczą, jak i stać się narzędziem eskalacji zagrożenia. Problem pojawia się wtedy, gdy niezweryfikowane informacje zaczynają funkcjonować na równi z oficjalnymi komunikatami.
Ludzie naturalnie szukają wiadomości, które pozwolą im ocenić bezpieczeństwo własne i bliskich. Jeśli pojawia się informacja o możliwym ataku, wiele osób chce jak najszybciej ostrzec rodzinę, znajomych czy innych rodziców. W efekcie nawet pojedyncza fałszywa wiadomość może dotrzeć do tysięcy odbiorców, wywołać niepokój i zaangażować realne zasoby służb.
Bezpieczeństwo cyfrowe należy dziś rozpatrywać również w kontekście odporności społeczeństwa na dezinformację. Samo zapewnienie ochrony technicznej nie wystarczy, jeśli użytkownicy nie potrafią odróżniać wiarygodnych komunikatów od niepotwierdzonych doniesień.
Dlaczego ludzie udostępniają fałszywe ostrzeżenia, nawet jeśli nie mają pewności, czy są prawdziwe?
Często kierują się dobrymi intencjami. Ktoś otrzymuje wiadomość na grupie rodziców, widzi zrzut ekranu lub krótki film i uznaje, że lepiej przekazać ostrzeżenie dalej, niż ryzykować, że ktoś nie dowie się o zagrożeniu.
Problem polega na tym, że w ten sposób można nieświadomie zwiększać zasięg dezinformacji. Odbiorcy kolejnych udostępnień nie zawsze wiedzą, skąd pochodzi pierwotna wiadomość i czy ktokolwiek ją zweryfikował. Wystarczy, że informacja pojawi się w kilku grupach, aby zaczęła sprawiać wrażenie potwierdzonej.
W sytuacji kryzysowej warto więc zachować ostrożność i przed dalszym przekazaniem wiadomości sprawdzić jej źródło.
Jak rozpoznać, że informacja, którą widzimy w mediach społecznościowych, nie została rzetelnie potwierdzona?
Najważniejsze jest ustalenie jej pierwotnego źródła. Jeśli kilkadziesiąt profili powiela ten sam komunikat, nie oznacza to, że został on potwierdzony przez kilkadziesiąt niezależnych podmiotów. Z technicznego punktu widzenia możemy mieć do czynienia z jedną wiadomością, która została wielokrotnie skopiowana.
Skala rozpowszechnienia nie jest dowodem autentyczności. Warto sprawdzić, czy podobne informacje pojawiły się w oficjalnych komunikatach policji, szkoły lub innych instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Należy również zwrócić uwagę na datę publikacji, kontekst oraz to, czy autor podaje konkretne źródła.
Szczególną ostrożność powinny wzbudzać wiadomości, które wywołują silny strach, nakłaniają do natychmiastowego udostępniania albo nie zawierają żadnych możliwych do zweryfikowania szczegółów.
Czy algorytmy mediów społecznościowych mogą dodatkowo potęgować problem?
Tak. Treści wywołujące silne emocje mogą generować dużo komentarzy i udostępnień, a przez to zyskiwać większą widoczność. W sytuacji kryzysowej oznacza to, że sensacyjna, niepotwierdzona wiadomość może rozprzestrzeniać się szybciej niż spokojny komunikat wyjaśniający sytuację.
Dodatkowym problemem jest powtarzalność. Jeśli użytkownik wielokrotnie widzi ten sam przekaz, może uznać, że informacja została potwierdzona przez różne źródła. Tymczasem wiele publikacji może pochodzić z jednego, niezweryfikowanego komunikatu.
Dlatego tak ważne jest, aby nie utożsamiać popularności informacji z jej wiarygodnością.
Nie każda internetowa groźba oznacza, że dojdzie do ataku. Jak służby mogą ocenić, które publikacje wymagają pilnej interwencji?
To jedno z trudniejszych zadań. Nie każda wiadomość zapowiadająca przemoc oznacza rzeczywisty zamiar popełnienia przestępstwa. Część publikacji może być prowokacją, próbą zwrócenia na siebie uwagi albo celowym działaniem mającym wywołać panikę. Nie oznacza to jednak, że można je ignorować.
Konieczna jest ocena całego kontekstu. Znaczenie ma między innymi treść komunikatu, jego autor, ewentualne powiązania z innymi niepokojącymi zachowaniami oraz informacje wskazujące na możliwość realizacji zapowiedzi. Takie działania wymagają współpracy specjalistów zajmujących się cyberprzestępczością, funkcjonariuszy prowadzących czynności operacyjne oraz administratorów platform internetowych.
Nie należy jednak oczekiwać, że każdą groźbę da się wiarygodnie ocenić wyłącznie na podstawie pojedynczego wpisu. Potrzebne są odpowiednie procedury i możliwość szybkiego przekazania informacji uprawnionym służbom.
Co powinno się stać z niepokojącą publikacją? Czy wystarczy ją zgłosić i doprowadzić do jej usunięcia?
Samo usunięcie wpisu nie zawsze rozwiązuje problem. Równie ważne jest ustalenie, czy za publikacją stoi rzeczywiste zagrożenie, oraz zabezpieczenie materiałów, które mogą być potrzebne w dalszych czynnościach.
Skuteczna reakcja na internetowe zagrożenia wymaga połączenia dwóch działań: ograniczenia dalszego rozpowszechniania niebezpiecznych treści i zabezpieczenia śladów cyfrowych. Zbyt pochopne usunięcie materiału bez wcześniejszego zachowania niezbędnych informacji może utrudnić ustalenie jego autora.
Procedury powinny umożliwiać szybkie przekazanie odpowiednich danych uprawnionym służbom, przy jednoczesnym zachowaniu wymogów prawnych i zasad ochrony danych osobowych.
Co w takiej sytuacji powinien zrobić zwykły użytkownik internetu, który natrafi na groźbę dotyczącą szkoły?
Jeśli wiadomość wskazuje na możliwe bezpośrednie zagrożenie, należy przekazać ją odpowiednim służbom lub poinformować właściwe osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo. Nie warto natomiast rozpowszechniać jej w kolejnych grupach internetowych bez sprawdzenia, czy jest prawdziwa.
W miarę możliwości należy zachować podstawowe informacje o publikacji, takie jak jej treść, data, nazwa profilu czy adres strony. Nie powinno się jednak samodzielnie prowadzić działań, które mogłyby utrudnić interwencję lub narazić kogokolwiek na niebezpieczeństwo.
Najważniejsze jest rozróżnienie pomiędzy zgłoszeniem potencjalnego zagrożenia a jego masowym rozpowszechnianiem. Pierwsze może pomóc w reakcji, drugie może niepotrzebnie zwiększyć panikę.
Internetowe komunikaty mogą w ciągu kilku godzin dotrzeć do tysięcy osób. Czy platformy są w stanie odpowiednio szybko reagować na groźby i fałszywe ostrzeżenia?
To duże wyzwanie. Internet umożliwia błyskawiczne rozpowszechnianie informacji, natomiast ich weryfikowanie i usuwanie jest znacznie bardziej złożone.
W pierwszych godzinach po opublikowaniu fałszywego komunikatu może on zostać skopiowany, zapisany, przesłany na komunikatorach i opublikowany na kolejnych platformach. Nawet jeśli pierwotny wpis zostanie usunięty, jego kopie mogą nadal krążyć w sieci.
Podobny problem dotyczy materiałów zawierających groźby, nawoływanie do przemocy czy treści gloryfikujące sprawców przestępstw. Opóźniona reakcja może zwiększać ich zasięg i utrudniać opanowanie napięcia społecznego.
W cyberbezpieczeństwie czas reakcji jest jednym z podstawowych parametrów decydujących o skali incydentu. Potrzebujemy procedur pozwalających działać szybko, ale jednocześnie opartych na jasnych kryteriach oceny zagrożenia.
Czy szybkie usuwanie treści powinno być priorytetem niezależnie od okoliczności?
Szybkość ma znaczenie, ale nie może zastępować rzetelnej oceny. Inaczej należy traktować wiarygodną groźbę, inaczej celową prowokację, a jeszcze inaczej błędną informację, która została opublikowana bez złych intencji.
Istotne jest także zachowanie materiałów dowodowych oraz przekazanie odpowiednich informacji właściwym podmiotom. W niektórych sytuacjach priorytetem będzie ograniczenie widoczności niebezpiecznej publikacji, w innych konieczne może być najpierw zabezpieczenie danych potrzebnych do oceny zagrożenia.
Najlepszym rozwiązaniem są jasne procedury określające sposób reagowania w zależności od rodzaju treści i poziomu ryzyka.
Czy sztuczna inteligencja pomoże w walce z dezinformacją?
Platformy internetowe wykorzystują coraz bardziej zaawansowane narzędzia automatycznego wykrywania treści. Jaką rolę mogą odegrać w reagowaniu na zagrożenia?
Technologie analityczne mogą pomóc w identyfikowaniu określonych kategorii materiałów, wykrywaniu podobnych publikacji i rozpoznawaniu niektórych form skoordynowanej aktywności. W przypadku zdjęć i filmów można na przykład stosować mechanizmy wykrywające kopie lub materiały podobne do wcześniej zidentyfikowanych plików.
Takie narzędzia mogą wspierać ograniczanie ponownego publikowania treści, które zostały uznane za nielegalne. Automatyzacja pozwala też szybciej analizować duże ilości danych, których ręczne sprawdzenie byłoby bardzo czasochłonne.
Trzeba jednak pamiętać, że narzędzia te mają swoje ograniczenia. Dezinformacja może występować w wielu wersjach, a niewielka zmiana tekstu, obrazu lub kontekstu może utrudnić automatyczne wykrywanie. Samo podobieństwo dwóch materiałów nie oznacza też, że oba są nielegalne.
Dlaczego automatyczne systemy nie powinny samodzielnie decydować o usunięciu każdej podejrzanej publikacji?
Kluczowe znaczenie ma kontekst. Ten sam obraz lub fragment nagrania może być częścią publikacji gloryfikującej przemoc, ale może również stanowić materiał dowodowy albo element rzetelnej relacji dziennikarskiej.
Automatyzacja może znacząco skrócić czas identyfikowania potencjalnych zagrożeń, jednak nie zawsze pozwala właściwie ocenić intencje autora i znaczenie publikacji. Dlatego najbezpieczniejszym kierunkiem jest połączenie narzędzi analitycznych z nadzorem człowieka i możliwością weryfikacji podejmowanych decyzji.
Technologia powinna wspierać ocenę ryzyka, a nie bezwarunkowo zastępować odpowiedzialne osoby.
Jak pogodzić szybkie reagowanie na niebezpieczne treści z ochroną wolności słowa?
To bardzo ważne pytanie, szczególnie w sytuacjach kryzysowych. Pierwsze doniesienia bywają niepełne, a nawet oficjalne ustalenia mogą zmieniać się wraz z napływem nowych informacji.
Nie każda nieprawdziwa publikacja jest nielegalna. Nie każda krytyczna wypowiedź stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa. Trzeba rozróżniać treści naruszające prawo od informacji błędnych, kontrowersyjnych lub wymagających sprostowania.
Największym wyzwaniem jest stworzenie systemu, który umożliwia szybką reakcję na rzeczywiste zagrożenia, a jednocześnie nie daje możliwości arbitralnego ograniczania debaty publicznej. Decyzje o usuwaniu treści powinny podlegać kontroli, a kryteria ich podejmowania muszą być przejrzyste.
Jakie zabezpieczenia powinny towarzyszyć takim procedurom?
Potrzebne są jasne zasady podejmowania decyzji, odpowiedzialny podział kompetencji i mechanizmy odwoławcze. Użytkownik powinien mieć możliwość uzyskania informacji o przyczynie usunięcia materiału, a w uzasadnionych przypadkach również zakwestionowania takiej decyzji.
Szybkość działania i ochrona wolności słowa nie muszą się wykluczać. Wymagają jednak dobrze zaprojektowanych procedur, które uwzględniają zarówno bezpieczeństwo, jak i prawa użytkowników.
Czy skuteczna walka z dezinformacją zależy przede wszystkim od technologii i działań służb, czy również od zachowania samych użytkowników?
Ogromną rolę odgrywają sami użytkownicy. To oni decydują, czy przekazać dalej otrzymaną informację, czy najpierw sprawdzić jej wiarygodność.
W przypadku wiadomości dotyczących potencjalnego zagrożenia w szkole szczególnie ważne jest sprawdzanie źródeł, unikanie rozpowszechniania niesprawdzonych ostrzeżeń i korzystanie z oficjalnych komunikatów. Nie oznacza to bagatelizowania niepokojących sygnałów. Wiarygodnie wyglądającą groźbę należy zgłosić odpowiednim służbom, zamiast rozpowszechniać ją w kolejnych grupach internetowych.
Edukacja cyfrowa powinna uczyć nie tylko rozpoznawania fałszywych informacji, ale również odpowiedzialnego reagowania na treści, które mogą wskazywać na rzeczywiste zagrożenie.
Co mogą zrobić szkoły i instytucje publiczne, aby ograniczyć przestrzeń dla plotek i paniki?
Bardzo ważna jest sprawna komunikacja kryzysowa. Szybkie, rzeczowe i regularnie aktualizowane informacje mogą ograniczać przestrzeń, w której rozwijają się plotki.
Jeżeli rodzice i uczniowie przez dłuższy czas nie otrzymują wiarygodnych komunikatów, mogą szukać odpowiedzi w nieoficjalnych źródłach, niezależnie od ich jakości. Dlatego szkoły i instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo powinny mieć jasno określone procedury informowania o zagrożeniach.
Edukacja cyfrowa, komunikacja kryzysowa i działania służb powinny wzajemnie się uzupełniać. Żaden z tych elementów nie rozwiąże problemu samodzielnie.
Co jest dziś największym wyzwaniem w walce z internetowymi groźbami i dezinformacją?
Największym wyzwaniem jest połączenie szybkiego działania z rzetelną oceną sytuacji. Musimy umieć odróżniać realne zagrożenia od prowokacji, ograniczać rozpowszechnianie nielegalnych treści i jednocześnie chronić prawa użytkowników.
Bezpieczeństwo w internecie nie sprowadza się do blokowania publikacji. Równie ważne jest zapewnienie wiarygodnego obiegu informacji, sprawnej współpracy między platformami a służbami oraz budowanie świadomości użytkowników.
Technologia może wspierać te procesy, ale ich skuteczność zależy od dobrze opracowanych procedur i odpowiedzialności wszystkich uczestników cyfrowego środowiska.
Jaki wniosek powinniśmy wyciągnąć z ostatnich wydarzeń?
Współczesny kryzys bezpieczeństwa może rozgrywać się jednocześnie w dwóch przestrzeniach: rzeczywistej i cyfrowej. Niepotwierdzone doniesienia, internetowe prowokacje i fałszywe komunikaty mogą potęgować niepokój społeczny, utrudniać pracę instytucji i odwracać uwagę od rzeczywistych sygnałów wymagających pilnej interwencji.
Odpowiedzią nie może być wyłącznie zaostrzanie regulacji czy zwiększanie liczby usuwanych publikacji. Potrzebujemy rozwiązań pozwalających szybciej identyfikować nielegalne treści, weryfikować zagrożenia i przekazywać społeczeństwu wiarygodne informacje.
Skuteczna ochrona wymaga reagowania na zagrożenia w obu przestrzeniach, zanim dezinformacja zacznie potęgować skutki realnych wydarzeń.
O Kompanii Informatycznej
Kompania Informatyczna to polska firma technologiczna, która od 2016 roku pomaga przedsiębiorstwom działać sprawniej, bezpieczniej i efektywniej dzięki nowoczesnym rozwiązaniom IT. Zapewnia kompleksową obsługę informatyczną, wsparcie w obszarze cyberbezpieczeństwa oraz zarządzanie infrastrukturą IT. Pomaga ograniczać ryzyko przestojów i cyberzagrożeń, optymalizować koszty technologiczne oraz dobierać rozwiązania odpowiadające rzeczywistym potrzebom biznesowym.





